Archiwa

Kontynuacja uniwersum spider mana – Venom – opinia o filmie

Dziennikarz telewizyjny Eddie Brock (Tom Hardy) pracuje nad exposé naukowca Carltona Drake (Riz Ahmed), który wykorzystuje bezdomnych San Francisco jako świnki morskie do wiązania ludzi z kosmitami. Ukradając się do laboratorium Drake’a, ciało Eddiego łączy się z symbiotycznym Venomem, który daje mu super-twardość, głęboki głos wewnętrzny i ogromny apetyt.

jedna z grafik przedstawiająca Venoma

Filmy nie były miłe dla Venoma. Trzecie za Sandmanem i Nowym Goblinem w Spider-Man 3, z tłem w The Amazing Spider-Man 2, David Michelinie i Todd McFarlane’s unfriendly neighbourhood symbiote teraz gwiazdy w jego własnym filmie, który głównie boli jego próby wprowadzenia antybohatera do życia. Bez wiedzy o tym, jak to zrobić we-know-how to zaufanie do MCU Disneya, film Rubena Fleischera nigdy nie znajdzie silnej podstawy, mieszając fragmenty fabuły, skuteczną, ale płaską akcję, nieudolną komedię, kilka zabawnych elementów i marnotrawstwo jednego z najbardziej ekscytujących rzutów w ciągu roku.

Pierwszy akt jest ham-fisted, bez uroku i nudny. W przeciągającym się układzie Eddie (Hardy) traci swój telewizyjny reportażowy koncert, swoją prawniczkę Annie (Michelle Williams) i swoje życie zrywając z wiadomością podczas rozmowy z naukowcem Carltonem Drake (Ahmed). Ten ostatni posuwa się naprzód z niebezpiecznymi eksperymentami łączącymi ludzi z symbiotami, ickowatymi, przesuwającymi się w czasie plamami, które wnikają do ciała przez osmozę. Jednocześnie na jego drodze jest jeszcze jeden symbiotyk – od paramedyka do starszej malezyjskiej kobiety i małej dziewczynki w podróży do Stanów.

Opowiadanie historii jest tu bezbarwne, ale jeszcze bardziej zaskakujący jest brak chemii pomiędzy Hardy’m i Williamsem, dwoma najbardziej charyzmatycznymi aktorami na planecie. Zwłaszcza Hardy’ego jest wierny, wyciszony i ciekawie oderwany od rzeczywistości; Williams wcielił się w rolę narzeczonego, który wciela się w rolę narzeczonego. Uzupełniając trojkę, Venom ma także inny przedmiot kolekcjonerski – nijaki zwrot Riz Ahmeda jako Elon Musk-y wizjoner zasypany przerażającym dialogiem („Find my Symbiote NOW”).

Na papierze Fleischer jest dobrze dopasowany do materiału. Jego najlepsza praca, Zombieland, znalazła słodkie miejsce na śmiech, gore i energię, dobrą listę kontrolną dla każdego filmu o Venomie. Nie może jednak znaleźć tu właściwego tembru. Akcja, od brutalnego zerwania z goonami Drake’a w mieszkaniu Eddie’ego lub gonitwy motocyklistów za kierownicą, po zdejmowanie przez Venom zespołu przypominającego SWAT w wypełnionym dymem foyer, ma mało werwy lub ducha i kończy się martwe. Komedia też nie ląduje. Eddie krępując się przed Ani w eleganckiej restauracji, szydząc z homara i wskakując do zbiorników z rybami, czuje się zbyt nieśmiały, by być śmieszny. Istnieje poczucie, zarówno dzięki elementom fizycznego występu Hardy’ego, jak i niektórym wyrazom twarzy Venoma i tego, że odbija się echem w Masce. To chce być wszystko portentous i Marvel-y (Ludwig Göransson bombastic score, koniec kredytów malarkey), ale channelling Stanley Ipkiss mógł być piekielnie bardziej rozrywkowe.

Bo kiedy Eddie w końcu pogodzi się z życiem z pasożytem, pojawia się odrobina żywego odruchu pomiędzy nimi – zwłaszcza, gdy Eddie odmawia skakania z budynku – który mógłby się równać z Deadpool. Być może film Venom naprawdę powinien być jego następcą. Venom 2: Brock To The Future”, ktoś?


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *